02 maja 2017

Wracam... A jutro? MATURA

   Cześć, Kochani! Wiem, że nie było mnie już dosyć długo i szczerze mówiąc, nie zamierzam za to przepraszać. Prawda jest taka, iż okres, w którym obecnie się znajdowałam był jak okrągły labirynt, którego korytarze owijały się wzajemnie. Nie potrafiłam znaleźć wyjścia, co nie jest niczym dziwnym, gdyż na moją sytuację nie było innego lekarstwa, jak po prostu ją przeżyć. Starałam się przeżywać ten czas z podniesioną głową i szeroko otwartymi oczami. Każda sekunda była dla mnie znacząca. Właśnie z tego powodu nie byłam w stanie prowadzić bloga tak sumiennie, jak jeszcze jakiś czas temu. Myślę, że zadawanie pytania, o co chodzi, jest zbędne, a odpowiedź aż zbyt prosta. Matura. Tak skomplikowana sprawa w całej swojej prostocie.


   Pamiętam, jak jeszcze niedawno sądziłam, że to nic trudnego, a wszystko zależy od mojej organizacji. To prawda. Nie miałam jednak pojęcia, iż nadejdzie taki moment, że cała ta sytuacja przerośnie nawet tak szczegółowy plan. Bardzo długo zastanawiałam się, jak mogę nazwać uczucie, które tak bardzo mnie męczy. Dla zdziwienia wielu, nie był to stres. To nawet nie był strach. Emocją, która tak bardzo targnęła się na moje samopoczucie, była świadomość. Zdałam sobie z tego sprawę w momencie, w którym przerabiałam po raz kolejny opracowanie Ferdydurke (swoją drogą, moim zdaniem lektury genialnej). Wartości w niej zawarte, wzbudziły we mnie tak głębokie refleksje, że dane było mi w końcu zrozumieć, z czym tak naprawdę się zmagam.


    Nie stresuję się, bo napisawszy tyle próbnych matur, wiem, czego mogę się spodziewać. Poza tym, na stresik mam jeszcze czas. Nie boję się, ponieważ wiem, że wynik tego egzaminu wcale nie zaważy na moim życiu. Po pierwsze, niezbędne do życia jest mi pożywienie, woda i tlen. Po drugie, jestem na tyle dobrze przygotowana, że nie powinnam się o to martwić. Mam jednak świadomość tego, że ten egzamin, to ostatni rozdział mojego dzieciństwa. Moi rodzice mieli słuszność, kiedy powtarzali mi, iż dorosła stanę się po zakończeniu szkoły. Przeraża mnie właśnie świadomość tego, jak zawiłe, a czasem trudne decyzje będę musiała podjąć albo z jakimi problemami zmagać. Sama. Bo nikt już niczego za mnie nie zrobi.

   Tegoż właśnie dnia, wlała się we mnie, zupełnie niespodziewanie, tak ogromna dawka inspiracji, iż musiałam wszelkie emocje przelać na słowa. Doszłam dziś do takiego momentu, który pokazał mi, jak zwalczać przeciwności losu, a także przekształcać negatywne emocje, na te dobre. Dziś poczułam, że nie mam się o co martwić. Jeszcze nigdy nie było tak, bym nie dała sobie rady. Tym razem też dam. Dlatego wracam.

12 kwietnia 2017

Co dostałam na 19-ste urodziny?

   Cześć! Od moich urodzin minął już tydzień, jednak to właśnie dziś przychodzę do Was z postem o tym, co z tej okazji otrzymałam od moich bliskich. Szczerze powiedziawszy, głównym powodem dodania takiego wpisu, jest raczej pozostawienie pewnego rodzaju pamiątki dla samej siebie, niżeli samo pochwalenie się prezentami. W tym roku otrzymałam naprawdę fantastyczne podarunki. Moi bliscy naprawdę się postarali. Za każdy prezent z osobna jestem niesamowicie wdzięczna oraz cieszę się, że mam wokół siebie ludzi, którzy tak doskonale mnie znają.


   Każdy z tych prezentów to coś, co śmiało mogę wykorzystywać w życiu codziennym. Przykładem jest chociażby paleta cieni, która po pierwszym użyciu okazała się niesamowicie trwała, a cienie dobrze napigmentowane. Pędzel do konturowania twarzy co prawda nie wchodzi jeszcze w ruch każdego dnia, ponieważ ciągle uczę się jak go używać. Książka jest tak genialna, że nie mogę się od niej oderwać, a bardzo chciałabym, aby wystarczyła mi co najmniej do Wielkanocy. Torebka jest o tyle niesamowitym prezentem, że w stu procentach trafia w mój gust. Jej fenomenem jest to, że bardzo mi się podoba, jednak sama pewnie bym jej nie kupiła, gdyż podczas zakupów, zdecydowałabym się na coś, co pasuje do wszystkiego. Cieszę się, że teraz jednak mam taką okazyjną torebkę.


    Co do słodyczy... Cóż. Większość już zjadłam. Mimo wszystko, bardzo spodobał mi się pomysł podarowania mi moich ulubionych chipsów, zamiast czegoś słodkiego. To pokazuje, iż prezent faktycznie został bardzo trafnie spersonalizowany.
   Ogólnie tegoroczne urodziny były moimi ulubionymi. Naprawdę, dawno nie spędziłam tego swojego dnia w tak wspaniały sposób. Miałam okazję spotkać się ze sporą częścią moich znajomych, którzy tak doskonale zadbali o to, bym czuła się tego dnia wyjątkowa. Bawiłam się świetnie, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nie miałam żadnych oczekiwań względem tych urodzin i pewnie właśnie to sprawiło, iż były one lepsze nawet od tych magicznych, osiemnastych. Mogę spokojnie przyznać, że pierwszy dzień moich ostatnich "naście" nie mógł okazać się lepszy.

10 kwietnia 2017

Podsumowanie marca 2017!

   Cześć! Zwykle podsumowanie miesiąca pojawia się tutaj szybciej. Jak można było jednak zauważyć, w ostatnim czasie nagromadziło mi się kilka priorytetowych spraw, przez co blog musiał chwilowo trafić na dalsze miejsca w kolejce. Ogarnęłam już jednak wszystko to, co ogarnięcia wymagało i przychodzę do Was z kolejnym postem!
 

   Marzec,w przeciwieństwie do innych miesięcy, strasznie mi się dłużył. Szukając zdjęć z tego okresu naprawdę momentami doznawałam szoku, ponieważ nie spodziewałam się, że wydarzenia, które wydają mi się tak odległe, miały w rzeczywistości miejsce tak niedawno. W każdym razie, marzec również uznać mogę za miesiąc udany. Nie potrafię sobie nawet przypomnieć, bym miała z czymkolwiek problem lub powód do smutku. Cieszę, gdyż w marcu zdecydowanie poprawiła się pogoda. Przyszła wiosna i cieszę się, że od początku bywa tak ciepła i słoneczna. W szkole, choć momentami bywało trudno, to wszystko rozwiązywało się bez większych problemów. W marcu, urodziny miał mój chłopak i cieszę się, że mogłam wraz z nim świętować jego dwudzieste urodziny. Wspólnie pożegnaliśmy także marzec oraz powitaliśmy kwiecień, ale o tym dopiero za miesiąc... Niestety nie jestem już w stanie przypomnieć sobie innych wydarzeń. Marzec był długi, a większość tego miesiąca, już dawno pozostawiłam za sobą.

POSTANOWIENIA
NOWOROCZNE
2017:
  • PLANOWANIE I ZARZĄDZANIE WŁASNYM CZASEM:
   Z jakiegoś dziwnego powodu, w tym miesiącu nie byłam szczególnie systematyczna, jeśli chodzi o planowanie. Może dlatego, że nawarstwiło mi się bardzo dużo, zupełnie odmiennych zajęć. W kwietniu jednak już to zmieniam.

  • AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:
   Czy spacery i ganianie po mieście z ciężką torbą, to już sport?

  • ROZWÓJ OSOBISTY:
   Ta tajemnicza kategoria została w marcu rozwinięta w największym stopniu :)
  • INWESTYCJE W SAMĄ SIEBIE:
   Jest postęp! Niedługo post!
  • WSPOMNIENIA W FORMIE ZDJĘĆ:
   Nie miałam wielu okazji, jednak wszelkie możliwe, zostały przeze mnie uwiecznione.

04 kwietnia 2017

Moje 19. urodziny!

    Cześć! Dziś nieco inaczej. Zwykle staram się dodawać posty regularnie, w każdy poniedziałek, środę i piątek. Dziś mamy wtorek, jednak jest to dla mnie na tyle wyjątkowy dzień, że nie mogłam tak zwyczajnie go pominąć. Dziś kończę dziewiętnaście lat. To dla mnie strasznie dziwne, że jestem już dorosła. Musicie wiedzieć, iż wcale nie uznaję osiemnastego roku życia za dorosłość. To właśnie ten dziewiętnasty, wydaje mi się o wiele bardziej wymagający. Oczywiście każdy dojrzewa w innym tempie, a pełną dojrzałość psychiczną, człowiek osiąga dopiero w momencie, kiedy kończy swoje życie. Uważam jednak, że te decyzje, które już lada moment będę musiała podjąć, wymagają ode mnie pewnej dojrzałości, której życie jak dotąd jeszcze ode mnie nie wymagało.


   W każdym razie, dziwnie jest mi patrzeć w lustro i myśleć, że w zasadzie mogę już wszystko. Jestem już kobietą i czuję się kobietą. Nie potrzebuję już makijażu czy ubrań, które wskazywałyby na moją dojrzałość, gdyż psychicznie ją osiągnęłam. Czuję się kobieco nawet bez umalowanej twarzy i w grubym, luźnym swetrze. Bo tutaj już zupełnie nie chodzi o to, czy czuję się taką, jaką postrzegają mnie inni. Zawsze będę miała młodo wyglądającą twarz. Chodzi o to, jak czuję się ja. W swojej głowie wyrosłam już po prostu z bycia dziewczyną, a nazywając się zdrobniale "Paulinką", nie myślę już o dziewczynce w warkoczach, tylko wyprostowanej kobiecie. Powiem Wam, że to całkiem ciekawa sprawa, jak z biegiem czasu zmienia się ludzka percepcja. Nawet, jeśli chodzi o postrzeganie własnej osoby.

   Zadziwia mnie również, jak wiele zmieniło się w przeciągu ostatniego roku. Czuję, że jestem obecnie w rozkwicie własnej osobowości. O ile rozkwit ten spowolnił swoje tempo na czas chłodnych i ciemnych miesięcy, tak ponownie czuję, że te wszystkie mechanizmy zaczynają przyspieszać. Jestem bardzo ciekawa, z jaką perspektywą spotkam się w kolejnym roku. Ten rok jest ostatnim, w którym mogę się nazwać nastolatką. I tak, myślę o tym. Im starsza się staje, tym więcej głębokich refleksji przychodzi mi na myśl każdego dnia. Ciekawa jestem jakie sprawy przestaną mieć dla mnie znaczenie, a które przeciwnie, nabiorą większej wagi.
     Kończąc ten, trochę dziwny, urodzinowy post, chciałabym jedynie wypowiedzieć w swoją stronę kilka słów. Chciałabym życzyć sobie przede wszystkim, bym potrafiła przenieść każdą górę, w celu spełniania swoich marzeń. I może jeszcze, bym nigdy nie zapominała o tym, by się uśmiechać.

31 marca 2017

Ostatni miesiąc szkoły

   Cześć! Naprawdę nie wierzę, że mamy dziś ostatni dzień marca. Od jutra rozpocznie się mój ostatni miesiąc chodzenia do szkoły. Za półtorej tygodnia będę już miała wystawione oceny i właściwie jedyne, co będzie mnie jeszcze czekało, to zakończenie roku szkolnego, które odbędzie się już w ostatni piątek kwietnia. Nie wierzę, że zostały mi już tylko dwa piątki, podczas których z ogromną radością odliczać będę minuty ostatniej lekcji. Powiem Wam, że to nawet trochę smutne. Przywykłam do bycia uczniem, a teraz zdaje mi się, że na horyzoncie widzę już kolejny mur i bramę, przez którą będę musiała przejść. Te wszystkie lata edukacji szkolnej zostawię za sobą. Nie mogę uwierzyć, że dotarłam już tutaj. Do momentu, w którym siedzenie w ławce powoli staje się wspomnieniem.


  Chciałabym móc obiecać sobie, że ten ostatni miesiąc będzie wyjątkowy. Że chodząc do szkoły, pożegnam się z nią w godny sposób. Właściwie bardzo wiele jej zawdzięczam, mimo, iż narzekam na nią niemalże każdego dnia. Cieszę się, że tak trafnie wybrałam swoje liceum, gdyż w gruncie rzeczy wiem, że lepszej dla siebie bym nie znalazła. A szkoła nigdy nie może być idealna. To w końcu szkoła. Szczególnie w pełnych buntu oczach młodego człowieka.
   Czuję się trochę tak, jakbym stała nad przepaścią. Czeka mnie skok. Wiem, że jestem w stanie dotrzeć o własnych siłach na drugą stronę i choć bardzo staram się nie patrzeć w dół, moja świadomość stale przypomina mi, że upadek byłby bolesny. Na szczęście jestem cwana. Jeśli nie przeskoczę, to wybuduję most. Każdą szansę postaram się wykorzystać, a przede wszystkim ją zauważać. Bo w gruncie rzeczy, życie wcale nie jest takie trudne. Jedyne, co trzeba robić, to oczyścić umysł i wyzbyć się strachu. Wtedy cała sytuacja nagle staje się przejrzysta, a odpowiedzi jakby same wpadały nam do głowy.


   Życie ciekawe jest o tyle, że wcale nie chodzi w nim o to, by przeżywać. Najważniejsze jest doświadczanie. Sensem nie jest zbiór sytuacji, które spotykają człowieka, w czasie trwania jego życia. Najciekawszym jest odnajdywanie drogi na skróty. Analizowanie problemu, pobieranie lekcji i unikanie go następnym razem.
   Szczerze przyznam, że siadając do pisania tego posta, musiałam się do tego troszkę zmusić. Słowa jednak same wypływały spod moich palców. Okres ogromu zmian, wzbudza we mnie nieustająco wpadające do mojej głowy przemyślenia. Chyba zwyczajnie musiałam się nimi podzielić. Trzymajcie za mnie kciuki. Ja trzymam za Was. I pamiętajcie, aby dużo się uśmiechać!

29 marca 2017

Każdy dzień jest Dniem Kota

  Jak to mówi pewna ze stron na fecebook'u: "Dom bez kota to głupota". W moim domu na pewno wszyscy zgadzamy się z tym stwierdzeniem. Kot jest da nas członkiem rodziny. Szczerze mówiąc, czasem mam wrażenie, że jest traktowany lepiej, niż ja! Oczywiście żartuję, jednak z pewnością mój kot posiada pewne przywileje. Sam jednak również odpłaca się nam ogromną miłością. To jedyna żywa istota, która towarzyszy mi rankiem podczas przygotowań do szkoły. Wstaję na tyle wcześnie, że wszyscy jeszcze śpią. Miło jednak, gdy kot na każdym kroku zaczepia Cię wesołym pomiaukiwaniem.


   Kiedyś mój tata nie zgadzał się na posiadanie jakiegokolwiek zwierzęcia domowego. Mamy jedynie psa, który przesiaduje jednie na zewnątrz. Jak bardzo zmieniło się nasze życie, kiedy ktoś podrzucił nam małego kociaka. Kot, którego posiadam teraz jest dzieckiem naszej pierwszej kotki. Mieszka z nami już od dziewięciu lat i naprawdę wpływa na atmosferę w naszym domu. Jeśli chodzi o członków rodziny, jestem najmłodsza, a przecież za tydzień skończę dziewiętnaście lat. Nie ma tu dzieci, ale jest kot. Kot, którego trzeba przytulać, do którego należy wracać i który obudzi Cię rankiem pięć minut przed budzikiem.


   Mój tata często powtarza, że miło jest mieć takiego puchatego zwierzaka. Opieka nad nim przypomina nieco opiekę nad dzieckiem, a jednak nie jest aż tak męcząca. Z całą pewnością koty są bardziej samodzielne od dzieci. W każdym razie, w moim domu, Dzień Kota obchodzimy każdego dnia.
   Wiem, że ten post wydawać się może nieco dziwny, ale obecnie, kiedy moje życie wydaje się być otoczone ciemnymi chmurami stresu, strachu i presji, przyjemnie jest mi choć na chwilę skupić się na czymś miłym.

27 marca 2017

Wiosenny spacer

    Hej! Nie mogę uwierzyć, że to już kolejny post tego typu. Zwykle pojawia się od raz w ciągu danej pory roku, dlatego nie mogę uwierzyć, że ten czas płynie aż tak szybko. Do wystawienia ocen pozostały mi właściwie dwa tygodnie i właśnie te dwa tygodnie są najbardziej stresującym czasem w całym moim okresie edukacji. Nie mogę się jednak doczekać momentu, w którym to wszystko się skończy, a ja będę miała do czynienia z czymś nowym i jak dotąd, przeze mnie nieodkrytym.


    Uwielbiam stwarzać sobie okazje do tego, by odrobinę zwolnić. W tym trudnym i stresującym czasie naprawdę muszę znajdować choć chwilę na odpoczynek. Własnie dlatego tak niesamowicie przyjemny był dla mnie spacer. Co prawda wieczorny, dlatego widoki nie były szczególnie wiosenne, jednak swoją ulubioną porę roku czułam doskonale w powietrzu. Śpiew ptaków również mi o tym przypominał.


   Naprawdę nie jest źle. Bardzo się cieszę, że czas płynie tak szybko. Nigdy nie sądziłam, że właśnie tak będą wyglądały moje ostatnie tygodnie szkoły. Myślałam, że będzie mi bardzo trudno opuścić jej mury, a strach będzie powodował we mnie niechęć. Zadziwiające jest dla mnie to, że się nie boję. Niesamowite, jak bardzo rozwinęłam się wewnętrznie w ciągu tych trzech lat w liceum.

22 marca 2017

5 powodów, za które kocham wiosnę!

    Wiosna, wiosna! Wczoraj przeżywaliśmy pierwszy dzień mojej ulubionej pory roku. Mam nadzieję, że jej obecność doda mi nieco otuchy i pomoże przebrnąć przez ten ogrom napierających na mnie spraw, wyzwań i problemów. Dziś udziela mi się wiosenna atmosfera, dlatego obiecuję, że w tym poście znajdziecie jedynie pogodę ducha i ogrom optymizmu!


     Nie przedłużając wstępu... Za co tak naprawdę kocham wiosnę?


1. Zwiewne sukienki i spódniczki

   Jestem takim typem dziewczyny, która nie wyobraża sobie życia bez spódniczek i sukienek. Gdybym mogła, najchętniej chodziłabym w nich każdego dnia. Temperatury zimą, stanowczo mi jednak na to nie zezwalają. Własnie dlatego tak bardzo cieszę się, gdy nadchodzi wiosna i wreszcie mogę założyć coś luźnego i bardziej zwiewnego.


2. Kwitnące rośliny

   Sądzę, iż nie trzeba być wielbicielem roślin, by zakochać się w widokach, które gwarantuje nam wiosna. Mieszkam na wsi, dlatego posiadam szczególne możliwości do oglądania kwitnących drzew i kwiatów, a także zieleniejącej się trawy. Na szczęście nie jestem alergikiem, więc ich pyłki uciążliwe stają się tylko wtedy, kiedy osadzają się na oknach.


3. Dłuższe dni

   Myślę, że to akurat cieszy każdego. Bo komu nie dodaje energii naturalne światło? Nie znam chyba nikogo, kto staje się bardziej produktywny przy tym sztucznym. Każdy swój obowiązek lubię wypełniać za dnia. Wieczory z kolei wolę spędzać na odpoczynku i zabawie. Zimą dzień jest zbyt krotki, dlatego ja również nie jestem wtedy szczególnie produktywna. Wiosną z kolei, sytuacja zupełnie się odmienia. Wtedy nawet po powrocie ze szkoły znajduję siły na zrobienie czegoś ambitnego.

4. Wschody i zachody słońca

   Wschody słońca od jakiegoś czasu towarzyszą mi w drodze na przystanek autobusowy. O wiele przyjemniej jest jednak widzieć wschodzące słońce w chwili wstawania z łóżka. Mój pokój znajduje się co prawda od strony zachodniej, jednak wychodząc z pokoju, mam wiosną widok właśnie na tak piękny wschód. Zachody podziwiać mogę z kolei każdego dnia. To bardzo miłe, kiedy od pracy odrywa mnie różowa poświata, która nagle zaczyna wpadać do mojego pokoju. To naprawdę inspirujący widok.


5. Spędzanie czasu na zewnątrz

   Słońce nie tylko sprawia, że jestem bardziej produktywna, ale również, że ogólnie czuję się lepiej. Wszystko dzięki witaminie D, której brak zdecydowanie odczuwam podczas zimowych miesięcy. Uwielbiam, szczególnie w niedzielne popołudnia usiąść na tarasie z książką i jakimś przysmakiem i zwyczajnie oddać się przyjemności czytania na świeżym powietrzu.


   Pisząc ten post, zdecydowanie się rozmarzyłam. Moją ulubioną, wiosenną porą zdecydowanie jest końcówka kwietnia i początek maja. Pogoda wtedy sprzyja, przyroda jest przyjemna dla oka, a moje samopoczucie również jest jakieś takie bardziej optymistyczne. Może i dobrze, że matury przypadają właśnie na maj. Skoro własnie wtedy moja osobowość znajduje się na poziomie największego rozkwitu, to może pomoże mi to w jak najlepszym zaliczaniu egzaminów.

20 marca 2017

Już jutro wiosna!

   Cześć Wam! Nie mogę uwierzyć, że już jutro nastąpi dzień, na który czekałam tak długo! Wiosna! Jeśli czytacie mojego bloga już od jakiegoś czasu, to doskonale wiecie, jak bardzo kocham tą porę roku. Zdecydowanie jest moją ulubioną. Już w środę pojawi się post, w którym opiszę za co tak bardzo ją kocham. Dziś jednak zapraszam na nieco moich rozważań, na temat zmian zachodzących wszędzie wokół, a głównie (jak można się spodziewać) w moim otoczeniu.


   Wycieczka na Jasną Górę zaplanowana, zakończenie roku szkolnego dopięte, a w dzienniku zapowiedziane ostatnie sprawdziany. To niezwykłe, jak wiele zmian przyniesie właśnie ta wiosna. Kiedyś z łatwością określałam, co będę robić od kolejnego roku czy miesiąca. Postanawiałam sobie nawet jakim będę człowiekiem. A teraz? Teraz to ja nie wiem nic, gdyż niczego pewna być nie mogę. Po raz pierwszy w moim życiu tak wiele spraw nie zależy ode mnie, a jednocześnie to ja muszę zadecydować, w jaki sposób wykorzystam podarowane mi przez los szanse. Zmęczenie psychiczne i presja, którą nakładają na mnie różne środowiska daje mi się we znaki do takiego stopnia, że nie mogę być nawet pewna tego, czy dam radę wstać następnego dnia. Jeśli ktoś ma ze mną do czynienia na co dzień, to również wie, że niemal każdą cenną chwilę poświęcam na sen. Nie zawsze jest to nawet działanie celowe. Czasem po prostu chcę uciec daleko od problemów i ciągłego stresu. Chociaż na chwilkę. Miałam ogromną nadzieję, że wyższe temperatury i coraz później zapadający zmrok pomogą mi, dodając mi nieco motywacji. W rzeczy samej, odrobinę jest mi przyjemniej przeżywać ten trudny czas, jednak wciąż nie jest tak, że cały czas się uśmiecham. Niektóre sprawy po prostu muszą przeminąć. I właśnie ten fakt pociesza mnie niesamowicie. Musze wytrzymać jeszcze tylko trochę. Już niedługo to wszystko się skończy, a w moim życiu pojawią się nowe wyzwania. Wkrótce doczekam się w swoim życiu odrobiny świeżości.


    Zdaję sobie sprawę, że przez to całe zamieszanie, mój blog nie charakteryzuje się szczególnie pozytywną atmosferą. Staram się wycisnąć z siebie choć odrobinkę optymizmu, jednak obiecuję, że po maturze będzie go o wiele więcej.

17 marca 2017

Piję wodę, bo tak zdrowo

    Cześć Wam! Pamiętacie jeszcze o swoich postanowieniach noworocznych? Ja owszem! Z każdym miesiącem podsumowuję sobie swoje postępy i staram się, by w danym miesiącu ustanowić sobie za priorytet, jedno z nich. W tym miesiącu, ponieważ jest to miesiąc rozpoczynający wiosnę, mam na celu myślenie o sobie. Wiem, że brzmi to bardzo egoistycznie, jednak moje intencje są nieco inne. Szczerze mówiąc, rzadko stawiam siebie na pierwszym miejscu. Bardzo łatwo można to zauważyć chociażby po tym, na co wydaję swoje pieniądze. Wszelkie prezenty dla bliskich kupiłam już w lutym, dlatego w marcu, prezenty kupuję wyłącznie sobie. Jednak w tym wszystkim nie chodzi mi jedynie o pieniądze i nabywanie nowych przedmiotów. Skupiam się również na zdrowiu i dobrym samopoczuciu.

   W tym miesiącu jestem najważniejsza, dlatego chcę każdy dzień przeżywać z uśmiechem. Nie chcę czuć się ciężko po zjedzeniu ton niezdrowego jedzenia, ani czuć się napuchnięta od niedoboru wody. Ten aspekt rozwijam już od początku roku. Wody piję o wiele więcej, a co z tym idzie, czuję się o wiele lepiej. Uważam, że ten napój jest w dzisiejszych czasach bardzo niedoceniony. Nawyki niektórych osób nie pozwalają im nawet na wypicie ani jednej szklanki w ciągu dnia. Uwierzcie mi, herbata czasem nie wystarczy.


    W każdym razie, pisze o tym, ponieważ już teraz odczuwam dumę z tego, jak bardzo przyłożyłam się do tego postanowienia. Wodę piję codziennie, w bardzo dużych ilościach i widzę efekty chociażby po tym, że nie czuję się ciężka. Rzadziej także boli mnie głowa, co w mojej szkolnej codzienności naprawdę było dla mnie problemem. Pijcie wodę, naprawdę.